O autorze
Alex Barszczewski. Od 20 lat międzynarodowy coach i konsultant pracujący głównie z prezesami i członkami zarządów międzynarodowych korporacji zarówno w Polsce, jak i kilku innych krajach Europy. Pracuje też z kobietami aspirującymi do najwyższych stanowisk w biznesie i działalności społecznej, jak też z kluczowymi zespołami ważnych klientów. Ceniony za skuteczność, wszechstronność i dyskrecję. Angażowany wyłącznie dzięki propagandzie mówionej i dostarczanym rezultatom.
Od roku 2009 ponownie zamieszkały w Polsce, wcześniej od 1981 poznawał lokalne realia społeczne i biznesowe Austrii, Niemiec i USA.
Prowadzi działalność pro bono wspierając młodych ludzi w Polsce, którzy chcą w etyczny i skuteczny sposób wybić się ponad przeciętność. Zainteresowanym udostępnia bezpośredni kontakt i możliwość korzystania ze swojej wiedzy i bogatego doświadczenia.
Jest autorem popularnego „Blogu Alexa”, na którym od ponad 6 lat w kulturalny, lecz bardzo bezpośredni sposób dyskutowane są ważne tematy życiowe Czytelników.
PS: Z większością znanych mi sympatycznych ludzi na świecie jestem po imieniu i będę się cieszył, jeśli Czytelnicy naTemat też się będą do mnie zwracali w ten sposób
PPS: We wrześniu ukazała się moja książka :"Sukces w relacjach międzyludzkich kluczem do zadowolenia w życiu i powodzenia w biznesie"

Poznawanie innych ludzi - jak odsiewać niepasujących

W ostatnim odcinku omówiliśmy zalety dokonywania dość starannej selekcji ludzi, z którymi się zadajemy. Jeżeli wypracujemy sobie naprawdę dobre kryteria, które pasują do nas samych, to stosując je uwolnimy mnóstwo czasu i innych zasobów zarówno na własny rozwój, jak i zadawanie się z osobami, które wzbogacają nasze życie. Dziś zaczniemy zajmować się zagadnieniem, jak to robić w praktyce.

Istotnym elementem sprawnego doboru pasujących nam ludzi jest to, aby w miarę możliwości miał on miejsce na samym początku znajomości, a nie po miesiącach czy latach. Dlatego nazwałem go szybką selekcją i to nią się teraz zajmiemy.



Aby nie zajmować się zawiłymi teoriami, opiszę Wam, jak sam to robię – to może być co najmniej inspiracją do Waszych własnych przemyśleń. Możecie też przejąć pewne metody 1:1 – jeśli Wam pasują.

Zanim przejdziemy do szczegółów, mam kilka bardzo ważnych uwag. Proszę przeczytajcie je niezwykle uważnie, bo zrozumienie ich będzie konieczne dla istoty sprawy.

Pierwszą rzeczą jest fakt, że nie biegam po świecie z jakąś listą kontrolną, na której odhaczam punkty dodatnie lub ujemne i – po przekroczeniu pewnej liczby tych ostatnich – naciskam klawisz „game over”.Raczej czynię to dość intuicyjnie i aby to opisać, musiałem intensywnie zastanowić się, jak ja to właściwie robię. Tak więc tekst poniżej jest rezultatem swego rodzaju reverse engineering, kiedy na podstawie moich zachowań starałem się odtworzyć i opisać mechanizmy nimi rządzące. To jest istotne, bo inaczej mógłby powstać fałszywy obraz Alexa-komputera, który bezdusznie odrzuca ludzi, a tak na pewno nie jest.

Druga rzecz: odrzucenie przeze mnie kogokolwiek nie oznacza zazwyczaj oceny tej osoby jako człowieka. Jedynym kryterium jest kompatybilność do mnie, co w którymś momencie dokładniej wyjaśnię. Jest na świecie prawdopodobnie mnóstwo wartościowych i interesujących ludzi, z którymi pozytywne relacje ze mną z różnych względów będą niemożliwe lub co najmniej znacznie utrudnione. W takich wypadkach lepiej będzie, jeśli sobie je darujemy – przynajmniej w sferze prywatnej.
To nie ma nic wspólnego z wartościowaniem ludzi – nie mówi o tym, czy ktoś jest lepszy czy gorszy. Tak jak niepasowanie pewnego klucza do określonego zamka nic nie mówi o jakości każdego z nich. Zaznaczyłem też, że dotyczy to w sporej części prywatnej sfery życia, bo zawodowo czasem (u mnie w sumie dość rzadko) zdarzają się zlecenia, w których właśnie z takimi niepasującymi ludźmi trzeba się dogadać.

Trzecia rzecz – wspomniana kompatybilność nie oznacza takich samych poglądów! Mam wielu bliskich znajomych, zarówno prywatnie, jak i biznesowo, którzy w licznych istotnych sprawach (na przykład model życia czy religia) mają kompletnie inne poglądy od moich – to nie przeszkadza nam, dopóki szanujemy naszą odmienność i komunikujemy się jak cywilizowani ludzie.

Po tym istotnym wstępie przejdźmy do konkretów.
Generalną zasadą, którą się kieruję, jest eliminowanie z bliskiego otoczenia osób niepasujących do nas i robienie tego już na samym początku znajomości.
To wiąże się z minimalizowaniem ewentualnych problemów natury emocjonalnej, nie pojawiają się też inwestycje jakiegokolwiek rodzaju, które spowodowałyby, że utkwimy w kiepskiej relacji, bo już tyle w nią włożyliśmy.

Pierwszą rzeczą, którą robię to… pozwalam innym na zdyskwalifikowanie mnie jako bliskiego znajomego! To ma tę zaletę, że nie wymaga żadnych specjalnych działań z mojej strony i oszczędza mi sporo czasu oraz środków na zadawanie się z ludźmi, z którymi nie jest mi po drodze.
Jak to robię? Bardzo prosto – jestem sobą i raczej nie udaję nikogo innego. Piszę „raczej”, bo czasem wciągam brzuch i wypinam „klatę”, ale któż nie ma chwil słabości.

Ponieważ niektóre moje podejścia do życia są (delikatnie mówiąc) dość nietypowe, to – jak już wspomniałem – wielu ludzi uznaje mnie za dziwaka, dziwoląga albo wręcz stukniętego faceta, z którym lepiej się nie zadawać. W ten sposób niepasujące osoby same usuwają się z mojego życia i nawet nie muszę ich „selekcjonować”. Wygodne i ekonomiczne, nieprawdaż?
Dodatkowym narzędziem, które w tym procesie wykorzystuję, jest blog, który prowadzę od ładnych kilku lat, oraz książka o relacjach, nawiasem mówiąc na podstawie której, piszę ten cykl w na:Temat . Jako że wypowiadam się tam otwarcie o bardzo wielu różnych sprawach, jest to kopalnia informacji o tym, jakim jestem człowiekiem i jakie mam poglądy na wiele spraw życiowych. Tak więc, gdy poznaję kogoś nowego, dość szybko przemycam mu informację, że taka strona i taka książka istnieją i ktoś zainteresowany może mnie tam dość dokładnie „podejrzeć”. Potem patrzę, jaki jest efekt tej lektury.

Następujące przypadki kończą relację:

• Ktoś po poczytaniu moich wypowiedzi nie kontynuuje znajomości ze mną – to jest ciąg dalszy tej autoselekcji, o której wspomniałem wyżej.

• Ktoś po przeczytaniu wyraża się z pogardą lub brakiem szacunku o mnie, o blogu lub jego Czytelnikach, wtedy ja, jak w myśliwcu odrzutowym, naciskam przycisk „EJECT” katapultujący daną osobę z mojego życia.

• Ktoś wykazuje kompletny brak zrozumienia dla idei które opisuję – EJECT! Ten brak zrozumienia może przejawiać się na przykład w pytaniu „Nie szkoda Ci czasu na takie bzdury?”, albo „Jak możesz się tak publicznie obnażać?”. Z tym „obnażaniem się” to jest ciekawa sprawa – uważni Czytelnicy zauważą, że jestem bardzo powściągliwy jeśli chodzi o fakty z mojego życia prywatnego, a o zawodowym nie piszę prawie wcale. A jeśli ktoś otwartą dyskusję o poglądach nazywa w ten sposób, to zdecydowanie nie jest z mojej bajki.

• Poza negatywnym wynikiem „testu blogowo-książkowego”, dyskwalifikujący jest także widoczny brak szacunku dla ludzi. Jeśli widzę, że ktoś nie szanuje ludzi o tzw. niższym statusie społecznym i na przykład z wyższością odnosi się do kelnerów, pokojówek, konduktorów, kasjerów, sprzedawców czy osób młodszych wiekiem – EJECT!

• Jeżeli ktoś jest chamski, gburowaty, nieuprzejmy, ponury, arogancki, nie chce się komunikować – to też pociąga za sobą natychmiastowe użycie katapulty.

Jestem bardzo otwartym człowiekiem i powyższe kryteria chyba wyczerpują listę tych, przy wystąpieniu których dyskwalifikuję ludzi na dzień dobry, względnie sam pozwalam się zdyskwalifikować.
Oczywiście po pierwszym przesiewie selekcja postępuje dalej – chodzi o rozpoznanie i ustalenie, czy z daną osobą chcemy mieć bliższą znajomość/relację, czy może będziemy ograniczać się jedynie do niezobowiązujących kontaktów społecznych.
O tym porozmawiamy sobie w następnych odcinkach, a teraz zapraszam do dyskusji w komentarzach.

Opracowano na podstawie książki „Sukces w relacjach międzyludzkich”
Trwa ładowanie komentarzy...