Jak podnieść własną wartość rynkową

Z zainteresowaniem przeczytałem tekst „Chcesz mieć fajną pracę, musisz być…. Zwycięzcą” i generalnie zgadzam się z zamieszczonymi tam stwierdzeniami o niewłaściwych, bądź niewystarczających kompetencjach kandydatów o pracę. Ten ciekawy post naświetla jednak tylko pewną część rzeczywistości i łatwo można ulec złudzeniu, że wystarczy podciągnąć się trochę w związanych z wykonywanym zawodem umiejętnościach fachowych i „miękkich”, a droga do tej „fajnej pracy” stoi otworem.

Niestety, zanim zaczniemy sobie układać nową ścieżkę kariery, należy uświadomić sobie kilka prostych faktów.



Zacznijmy od tego, że praca na etacie, jako taka umiera, szczególnie jeśli mówimy o tych zajęciach, które są ciekawe, rozwijające i do tego dobrze płatne. Ta obserwacja dla wielu osób powyżej trzydziestki może wzbudzić głęboki protest, bo przecież szkoła i rodzina wpajały w nas coś zupełnie innego. Jeżeli jednak zobaczymy, jakie są ogólne tendencje na rynku (coraz mniej ludzi na etatach wykonuje coraz więcej pracy i w bardzo wielu przypadkach trudno uznać ją za spełnienie zawodowe), to widać wyraźnie co się dzieje. Świat, obok tworzenia zapracowanych po uszy „galerników”, idzie w kierunku zatrudniania w miarę potrzeby ludzi, którzy są w stanie pojawić się, wykonać określone zadania a potem powiedzieć „ do następnego razu” i jest to rzeczywistość niezależna od naszego chciejstwa czy też protestów przeciwko tzw. umowom „śmieciowym”.
W tym świecie można doskonale funkcjonować, potrzeba jednak znacznie więcej, niż tylko „umieć wykonać pracę”, trzeba dbać co najmniej o trzy czynniki:

To, co umiemy zrobić. Świadomie używam określenia „umiemy zrobić”, bo ładowana nam do głowy wszelka wiedza teoretyczna, mądre określenia itp. nie pomogą nam wcale. To samo, za wyjątkiem paru reglamentowanych zawodów dotyczy większości dyplomów i certyfikatów. Podkreślam, że mówimy teraz o ciekawych i intratnych zajęciach, a nie o udziale w masowej rekrutacji roboczego „mięsa armatniego” wszelkiego rodzaju!

To, jak dobrze potrafimy sprzedać siebie, ale nie w znaczeniu taniego chwalenia się, polecanego przez niektóre książki i strony internetowe. Tutaj mówimy o umiejętnym pokazaniu pracodawcy/zleceniodawcy, że potrafimy dostarczyć konkretnych potrzebnych rezultatów, w efektywny sposób i przy minimalizacji wszelkiego ryzyka. To brzmi trywialnie, niemniej większość ludzi nie potrafi nawet uważnie i ze zrozumieniem dopytać co jest ważne dla rozmówcy, a co mówić o odpowiednim, dopasowanym do jego potrzeb przedstawieniu samego siebie. Lata oglądania polskiej telewizji robią swoje! Ten problem szczególnie wyraźnie występuje u młodych ludzi i w populacji 40+, choć czasem, kiedy np. przygotowuję bardzo dobrych kandydatów do zarządów do przesłuchań przed radą nadzorczą widzę, że i tutaj można sporo udoskonalić.

To, kogo znamy i kto zna nas, szczególnie w kontekście doskonałej reputacji zarówno czysto ludzkiej, jak i zawodowej. Nie mam teraz na myśli kumoterstwa, kiedy jakieś pociotki załatwiają sobie w gruncie rzeczy nudną i mało rozwojowa prace w jakimś urzędzie. Tu chodzi o to, aby potencjalni klienci, mając problem, do którego rozwiązania możemy się dołożyć, automatycznie pomyśleli o nas. Tutaj jest potrzebna praca na swoją reputacja, w naTemat pisał o tym Tomasz Machała. Jego przykład dotyczył dziennikarza, w wielu innych zawodach na szczęście nie potrzebujemy być powszechnie znani w ogólnopolskich mediach. Istotne jest, aby grupa potencjalnych decydentów dowiedziała się, że jesteśmy dobrzy w tym, co robimy i nie tylko trzymamy poziom przez dłuższy okres czasu, ale go nieustannie podnosimy. W wielu wypadkach pomoże nam odpowiednia aktywność online, ALE…. w większości innych bezpośrednie relacje są niezstąpione. I tutaj powstaje ogromny kłopot, bo mnóstwo ludzi po prostu nie potrafi nawiązywać i podtrzymywać dobrych kontaktów z osobami różnymi niż oni sami!!! Dopóki poruszają się w podobnej grupie wiekowej czy społecznej, to jeszcze jakoś idzie, ale poza…. Tutaj niestety nie ma prostej recepty, właśnie kończę pisać całą książkę na ten temat, a na jej kompletne zacytowanie nie mamy tu miejsca. Może opublikuję w przyszłości użytecznych wskazówek, jeśli Czytelnicy naTemat będą zainteresowani
Te punkty omówione powyżej wpływają na naszą wartość rynkową na szeroko rozumianym rynku pracy (wszystko jedno, czy działamy jako pracownik najemny, czy jako freelancer.

W bardzo dużym uproszczeniu, niemniej oddając istotę sprawy możemy powiedzieć że:
Nasza wartość rynkowa = Umiejętności zawodowe x Umiejętność sprzedania siebie x Nasze kontakty i reputacja u decydentów

Jeśli teraz poziom każdego z tych czynników ocenialibyśmy w skali od 1 do 10, to jak tak patrzę na znanych mi ludzi (nie będących w senior managemencie, czy sprzedaży, bo tam zazwyczaj potrafią lepiej) w wieku 22-35 lat to średnio rzecz biorąc wygląda to następująco:

- umiejętności zawodowe 7-8 (przeważnie są to dobrze wykształceni ludzie z doświadczeniem zawodowym)

- umiejętności sprzedania się 2 (tak, tak, w szkole tego nie uczą a wyświechtane obiegowe metody i podejścia przynoszą często rezultaty odwrotne do zamierzonych)

- kontakty i reputacja u decydentów 1 (!!!) Większość ludzi ma ograniczony krąg znajomych, do tego przeważnie wśród osób dość podobnych do nich samych

Daje to, według naszego równania:
7x2x1=14 (na 1000 możliwych!!!!)

Mamy już odpowiedź na pytanie, dlaczego tak wielu ludzi narzeka na niskie zarobki?? Oczywiście łatwo przy tym obwiniać sytuacje gospodarcza, aktualny rząd, układ itp. tylko to nie posunie nas ani o centymetr dalej (chyba że wydajemy media obsługujące takich frustratów).

Rozwiązanie w oczywisty sposób tkwi w podniesieniu tej wartości rynkowej. W tym momencie wiele osób popełnia błąd pracując wyłącznie nad tym, co najlepiej robili dotychczas, czyli podnosząc swoje kwalifikacje zawodowe. Abyśmy się dobrze zrozumieli, nie ma w tym nic złego. Ja sam, mając ugruntowaną pozycję na moim rynku przeznaczam 1-3 godzin dziennie na dalsze kształcenie się. Niemniej zgodnie z zasadą Pareto można by część zasobów przesunąć w kierunku poprawienia pozostałych dwóch czynników i przy ich niskim stanie wyjściowym osiągnąć szybką poprawę. Zobaczmy co stało by się z naszym przykładem, gdybyśmy, jak większość ambitnych ludzi, podnieśli nasze umiejętności zawodowe o 2 punkty:

9x2x1=18 czyli wzrost o zaledwie niecałe 29%
Zobaczmy, co stanie się po wyłącznej poprawie umiejętności sprzedania się z 2 na 3, a kontaktów z 1 na 2, co przy niskich wartościach początkowych tych zakresów powinno w sumie być bardzo proste:

7x3x2=42 czyli trzy razy więcej od wartości początkowej!!
Ciągle kiepsko porównując z możliwym 1000, ale na początek postęp jest wyraźny. Powyższe rozważania, jak już wspomniałem, są sporym uproszczeniem, niemniej zachęcam każdego Czytelnika do zrobienia sobie takiej analizy. Wyniki mogą szokować, mogę też zmienić czyjeś życie, tak jak kiedyś zmieniły moje.

Na zakończenie dwie uwagi:

• Widać wyraźnie, że piszę o ludziach, którzy mają już spore umiejętności zawodowe (ta siódemka to nie byle co). Podkreślam jeszcze raz, że są one konieczne, bo dziś, wbrew obiegowej opinii, na pozoranctwie daleko się nie zajedzie (zwłaszcza w dobrych firmach)

• Jak zwykle w takich sprawach – nie wierzcie mi na słowo, użyjcie własnego rozumu

Powodzenia w podnoszeniu osobistej wartości rynkowej!

Trwa ładowanie komentarzy...